Posts Tagged Argentyna

Putin trafnie ocenia sytuację geopolityczną

Posted by on niedziela, 7 Czerwiec, 2015

Władimir Putin, a w zasadzie sztab jego doradców, dyplomatów i analityków (zobacz: Rosja na straży światowego (s)pokoju? Siergiej Ławrow rozdaje międzynarodowe karty!) trafnie ocenia USA jako państwo, które postrzega się jako te, które więcej może i stawia się na straży własnych praw i obowiązków innych państw. I o ile na amerykańską supremację w obszarze Ameryki Północnej, Południowej, Europie Zachodniej i Środkowej się godziło, o tyle na to samo przy ich granicach już nie (Europa Wschodnia, postsowieckie republiki Azji południowej, obszar Morza Czarnego i Bałkany). Oliwy do ognia buntu dolewa również przywództwo rosyjskie, któremu daleko jest do przywództwa Borysa Jelcyna i osłabienia Rosji w latach 90tych. To jednak już inne Rosja (Ta „przestarzała” rosyjska armia), niż ta, którą kojarzymy z migawek TV z czasów pieriestrojki. Ktoś to wszystko poukładał i poskładał, oddając tym samym Rosji należną jej dumę. Wydaje mi się, że Stany po prostu przestrzeliły i popełniły tym samym błąd sądząc, że Rosja tak łatwo odpuści. Rosja natomiast przeszła do dyplomatycznej (i nie tylko) ofensywy i wyraźnie dzieli Europę. W efekcie tego w Europie Zachodniej (która po dwóch wojnach światowych kocha mieć spokój) może dojść do podziału na 3 obozy: anglosaskiej tradycji oraz krajów „nowej Europy” (Wielka Brytania, Ukraina, Gruzja, Polska, Litwa, Łotwa itp.), „starej” Europy (pod przywództwem Francji, wyraźnie zawsze antyamerykańskiej, i Rosji oczywiście), państw przypatrujących się (Niemcy, kraje skandynawskie)

Stany Zjednoczone mają (w końcu) oponenta, który buduje międzynarodową opozycję wykluczonych i niezadowolonych (między innymi Węgry, Białoruś, Argentyna, Wenezuela, Brazylia, Grecja, i „stara” Europa). W sztabach analityków CIA na pewno widoczne jest, że wśród tych niezadowolonych są wschodzące tygrysy (kraje pozaeuropejskie). Te zaś są po pierwsze dużymi krajami o znacznym potencjale, a po drugie swoją potęgę buduję na handlu surowcami naturalnymi (ropa, gaz itp. jak np. Wenezuela).

Polska w tej grze, jak zawsze zresztą, się nie liczy. I nie dlatego, że jest za mała/słaba itp., ale dlatego, że jest tak zadeklarowana wobec USA, że jedna strona nie zamierza walczyć o jej względy (bo i tak to nic nie da), a druga nie musi (po co? i tak ma Polskę po swoje stronie).

Należy też w końcu to powiedzieć, że Rosja nie atakuje Ukrainy, dlatego, że jej kolokwialnie mówiąc „nie lubi”, ale dlatego, że Ukraina z proamerykańską władzą jest tak groźna dla Rosji, jak dla USA Meksyk z przywódcą prorosyjskim. Należy też powiedzieć, że USA nie stoją po stronie Ukrainy dlatego, że ją „lubią”, ale dlatego, żeby mieć kolejne państwo po swojej stronie i robić wieczny tumult pod rosyjską granicą. Nic tak nie osłabia głównego wroga jak gaszenie pożarów pod własnym obozem (wówczas nie ma czasu na zajmowanie się innymi rzeczami). Wcześniej przecież była Gruzja. (bs)


Argentyna płacze, Niemcy szaleją ze szczęścia. Europa 1/2

Posted by on poniedziałek, 14 Lipiec, 2014

Dzisiejszy mecz, jak przystało na finał, oglądało się z sekundy na sekundę. To znaczy tak, że człowiek nie wiedział, czy zbyt wiele nie straci, gdy pójdzie do kuchni po szklankę wody (bo akurat w tym momencie może paść bramka). Dlatego należało biegać 🙂 Piszę to jako „niedzielny kibic” – to znaczy taki, który ogląda wyłącznie te mecze, które warto oglądać.

A ten warto było oglądać.

Argentyna grała bardzo dobrze, ale tylko dzisiejszy mecz. Pozostałe pojedynki MŚ’14 z jej udziałem były cienkie i odniosłem wrażenie (z tego co oglądałem urywkami), że ślizgała się z meczu na mecz. Ewidentnym przykładem były karne z Holandią, w którym Holandia zdecydowanie była lepsza i tylko „ryzyk-fizyk rzutów karnych” dał victorię Argentynie. Dzisiejszy mecz z udziałem Biało-Błękitnych był inny niż pozostałe: atak nastąpił od ręki i trwał 120 minut. Mnóstwo niebezpiecznych i szybkich akcji z którymi Niemcy w tych mistrzostwach się jeszcze nie spotkali. Do tego Messi i kilka sytuacji, które powinny zostać wykorzystane, ale nie zostały. I bam: Goetze (który ciągle kojarzy mi się z Goethe) zniszczył marzenia Argentyny. Na „tuż przed” karnymi. Argentynie pozostało już tylko parę minut (dosłownie 4-5), na to by zremisować i doprowadzić do rzutów wolnych. Ale ostatecznie ich nadzieje pogrążył ten, który miał za nich wygrać wszystko: Messi. W ostatniej szansie zamiast rzucić piłkę na pole karne przestrzelił znacznie ponad bramką, licząc chyba na to, że jego strzał będzie celny, a on stanie się argentyńskim bożyszczem tłumów. Stało się na odwrót.

A później gwizdek kończący marzenia wielkiej, małej Argentyny.

W dzisiejszym meczu, powiedzmy sobie to szczerze, lepsi byli Argentyńczycy, ale i tak wygrali go Niemcy. Zgodnie ze starą zasadą: nieważne kto jak gra, bo i tak na koniec wygrywają Niemcy. Ale trzeba też oddać chwałę Niemcom, oceniając cały mundial i wszystkie mecze, że byli najlepszą drużyną tych mistrzostw – mając z tyłu głowy to, że w dzisiejszym pojedynku tylko „fuks” sprawił, że wygrali Niemcy. Cała Ameryka Południowa, za wyjątkiem Brazylijczyków pogrążona w smutku. Argentyna płacze i to dosłownie. Europa sama nie może się zdecydować: chyba pół na pół. W tym meczu ewidentnie kibicowałem Argentynie, choć w całym mundialu, który raczej omijałem szerokim łukiem laika, nie miałem specjalnych ulubieńców (Mecz Belgia-USA. Oczywiście, że kibicuję Belgii). Chyba, że tradycyjnie trochę Italia i trochę Holandia (Holandia, Italia i piłkarskie pamiątki z dzieciństwa, Forza Italia !!!, Vittoria Italia. Auf wiedersehen Niemcy.).

Mundial zakończony. (be.es/bs/bartosz.serenda)

na podstawie relacji TVP 1 Niemcy – Argentyna: Mistrzostwa Świata w Brazylii – finał


Za portalem lewica.pl. Argentyna chce rozliczyć frankistowskich zbrodniarzy

Posted by on niedziela, 5 Styczeń, 2014

Za portalem lewica.pl, co prawda z września ubiegłego roku, ale temat nadal aktualny. „Argentyna: Rozliczanie zbrodni z czasów dyktatury Franco” z 19.09.2013 roku. Oprócz poleconego artykułu odeślę również do poczytania o Guernice, frankistowskich obozach koncentracyjnych, odbieraniu dzieci republikańskim rodzicom i tzw. białym terrorze.

Zbrodnie z lat 1936 – 1975 pozostają nadal nierozliczone. Gen. Franco zmarł spokojnie w 1975 roku w Madrycie. (be.es)


USA nie wtrzymają gospodarczego napięcia. Chiny to nie ZSRR

Posted by on poniedziałek, 4 Listopad, 2013

ZSRR przegrało, bo system centralnie planowany nie był w stanie pokonać dużo bardziej efektywnego ekonomicznie (jeśli chodzi o wzrost gospodarczy) systemu wolnorynkowego napompowanego dolarami jak makowiec makiem. Ta rywalizacja sprawiła, że moloch na glinianych nogach padł jak struta kawka, ale również niewiele brakowało, by w ślad za nim nie poszło i USA. Ronald Reagan doprowadził amerykańskie społeczeństwo na skraj wydolności – częściowo porównywalne do takiej sytuacji w jakiej znajdowały (i znajdują) się społeczeństwa z tzw. trzeciego świata tylko po to, by wygrać ze znienawidzonym przez siebie komunizmem.

W tym samym momencie wzrastający tygrys Azji budował z pokorą, w ciszy i spokoju, swoją kontynentalną, a z czasem i globalną pozycję. I w zasadzie właściwiej byłoby powiedzieć, nie o rosnącym tygrysie, a przyczajonym, gdyż za plecami rywali zimnej wojny – powstawało trzecie supermocarstwo: Chiny. A zgodnie z hierarchicznym modelem społecznym, nie tylko Chin, ale i całej Azji – każdy członek społeczeństwa znał w tym układzie swoją rolę. I wypełniał ją w 110%. W ten sposób z lokalnego powstało globalne mocarstwo, które dziś – może jeszcze nieoficjalnie, ale już zakulisowo – pretenduje do roli…jedynego supermocarstwa świata (biorąc pod uwagę m.in. kryzys bankowy w USA).

Chiny nie pełnią (przynajmniej już) podobnej roli jak dawniej ZSRR, czyli ścigającego. To one w tym momencie są ścigane. I wcale nie ułatwiają tym, którzy je ścigają. Agresywna, choć cicha, polityka zdobywającego „rynek” trwa nadal: skupują zachodnie marki, z przyjemnością i z otwartymi rękoma gwarantują bankowe i walutowe zabezpieczenie oraz po cichu, choć kontenerami – skupują  zużyte zapasy metali szlachetnych.

Biorąc pod uwagę, że o prymat największych gospodarek świata walczą również Pakistan, Indie, Argentyna i Brazylia to już widać, że w czołówce będzie coraz ciaśniej. Więc ktoś będzie musiał odpaść. Pretendenci z chęcią ukryją się pod skrzydła chińskiego smoka, tylko po to, by spijać śmietankę po tych, którzy z tym smokiem przegrają. A chiński smok wcale nie szykuje się na ekonomiczny pokój. (be.es)