Posts Tagged bieganie

Słuszna decyzja. Bieg Forresta trzeba było odwołać

Posted by on niedziela, 26 Kwiecień, 2015

Z mieszanymi odczuciami podchodziłem do dzisiejszego Biegu z Forrestem. Po prostu czasem ma się taki okres, że człowiek nie ma ochoty na żadne, ale to żadne bieganie. I od kilku (nastu 🙂 ) już dni nie ma takiej siły, żeby mnie wygonić nawet na lekki trucht. Po prostu – jest jak jest…, ale zamiast biegać chwilowo przestawiłem się na większą niż zazwyczaj aktywność rowerową (w tygodniu robię po 150 km). Nawet w sobotę, jeszcze zanim wystartował rajd rowerowy zapytany, czy będę na Biegu, odpowiedziałem – tak jak powyżej, ale… ale coraz bardziej – wraz ze zbliżającym się biegiem – włączałem opcję „może jednak”. Pogoda dnia dzisiejszego jednak dopełniła swego i kiedy tylko spojrzałem za okno wiedziałem, że biegać na pewno nie pójdę: w życiu – nie biegnę! Dlatego też informację, którą przeczytałem rano na KCI (Bieg z Forrest’em przełożony) podsumowałem jednym głośnym: I dobrze! Decyzja MOSIRu o zmianie terminu Biegu była bardzo dobrą decyzją i wydaje mi się, że jednocześnie oczekiwaną informacją przez tych wszystkich, którzy mieli ochotę rekreacyjnie i zupełnie amatorsko pobiegać (ale odstraszyła ich pogoda).

Decyzja o zmianie terminu wywołała jednak niesmak, głównie wśród biegaczy półprofesjonalistów (tych, którzy biorą udział w dużych imprezach biegowych w Polsce). Z kolegami – biegaczami nie mogę się jednak zgodzić. Dlaczego? To oczywiste. Przecież „Bieg z Forrestem” to impreza amatorska, masowa, rodzinna, a nie zawody biegowe, takie jak te, w których bierzemy udział i biegamy po ulicach miast Polski. Tam, podczas biegów na 10 km, półmaratonów, czy maratonów spotykają się ludzie, którzy biegają przez cały rok – bez względu na pogodę: w deszcz, mróz, po śniegu, czy w 30 stopniowym upale. I nie są na pewno amatorami, dla których wyzwaniem jest przebiec dwa, czy trzy kilometry, albo nawet i te „głupie” pięćset metrów (bo takie osoby również, a może – przede wszystkim – biegną w Forreście). Dlatego z myślą o takich osobach, a nie półprofesjonalistach organizator biegu podejmował decyzję przekładając termin. Przecież kutnowskiego Forresta, który jest raczej przebieżką nie możemy porównywać z zawodami na odcinku półmaratońskim, gdzie są mierzone czasy, zaopatrzenie w izotoniki co kilka kilometrów, gdzie startuje czołówka biegowe Polski i na 2 tys uczestników połowa to ludzie, którzy robią czasy dalekie od amatorskich (a druga połowa ma na tyle sił i kondycji, że kończy bieg w wyznaczonym czasie, co też jest sporym wyzwaniem). Nie rozumiem więc oburzenia: nie róbmy z Forresta biegu dla zawodowców, bo takim nigdy nie był (i nie będzie, bo nie o to chodzi organizatorowi), tym bardziej, że takich w Kutnie jak na lekarstwo. To bieg dla wszystkich, a więc dla całych rodzin, które zamiast przed TV zdecydują się pierwszy raz w życiu na bieg rekreacyjny, dla małych dzieci, dla osób starszych, dla panów w średnim wieku z widocznym brzuszkiem, którzy ten jeden, jedyny raz w roku dadzą się namówić na to „szaleństwo”, dla „pań z biura”, które pójdą przebiec się, ale tylko wtedy, gdy pójdą koleżanki z pokoju, a więc dla wszystkich bez podziału na wiek, płeć i inne jeszcze kategorie. Z jednym głównym, jeśli nie jedynym celem: WSPÓLNIE, każdy tak – jak może przebiec krótki dystans i przy okazji wypromować aktywność na świeżym powietrzu – rozumianą w różny sposób. Dla takich osób, głównie dla takich, robiony jest Forrest. I dopuszczenie dziś do biegu sprawiłoby, że ludzie, których w ogóle ciężko wyciągnąć na jakąkolwiek aktywność fizyczną (bieganie, kijki, rower itp.) dziś, podczas takiej pochmurnej pogody na pewno by nie przyszli.

Rozumiem kolegów biegaczy, gdyż Ci, widząc jak wielkie imprezy biegowe robią często mniejsze miasta niż Kutno tego samego oczekują i u siebie. To jest jednak inna para kaloszy i jednego z drugim mieszać nie można. Forrest to Forrest, ze swoją specyfiką i wartościami, swoim celem (o którym powyżej), więc podjęcie decyzji o zmianie terminu uznaję za całkowicie uzasadnione. A swoją drogą półprofesjonalny bieg na odcinku półmaratońskim (i maratońskim) w Kutnie, centralnie położonym miejscu w Polsce, gdzie blisko jest i z Łodzi i z Warszawy i gdzie w ogóle jest niezły dojazd (PKP, autostrada itp.) to chyba dobry pomysł. Warto na rzecz takiego biegu lobbować. Ale to sprawa na zupełnie inny artykuł.

Pozdrawiam – biegacz, który ukończył chyba z 15 półmaratonów w całej Polsce, kilka biegów na 10 km i słynny „Bieg Katorżnika” w Lublińcu i… naprawdę wie, co w tym temacie mówi. (bs)


Najlepszym odprężeniem po całodniowej sesji w powiecie jest bieganie

Posted by on czwartek, 29 Styczeń, 2015

Sesja Rady Powiatu za nami. Wczoraj zastanawiałem się (zobacz: Jutro sesja budżetowa w powiecie. Niektórzy pewnie mają zakontraktowane występy do 22:00) do której potrwają dzisiejsze obrady. I już wiadomo. Obrady zakończyły się po godzinie 18:00. Po tej długiej, ośmiogodzinnej sesji, należało się zatem porządne wybieganie: 10 km za mną, choć chłodna, wieczorna aura nie ułatwiała sprawy (jak mi się dziś nie chciało biegać 🙂 ). Najgorzej jest zawsze wyjść na dwór, bo później już się biegnie i biegnie. /bs/


Zimowe bieganie po śniegu

Posted by on wtorek, 27 Styczeń, 2015
bieganie_zima.jpg

Fotka zrobiona tuż przed bieganiem. Jeszcze w ciepłej kurtce. Bieganie po śniegu jest wyczerpujące, ale daje dużo frajdy z zimy i nieźle hartuje organizm.

Bieganie daje spore prawdopodobieństwo smukłej sylwetki, dobrego samopoczucie, kondycji. Staram się biegać co dwa dni, ale mam również takie okresy, że biegam codziennie (i niestety czasem też i takie, że nie biegam wcale). Raz w tygodniu, częściej w sobotę niż niedzielę, gdy miasto jeszcze śpi, staram się przebiec dystans zbliżony do półmaratonu (lekko ponad 20 km), w tygodniu natomiast biegam jednorazowo ok. 9-10 km, co zajmuje mi mniej więcej godzinę czasu. Lepiej biega mi się w zimę, niż w lato, gdyż z natury wolę zimno niż ciepło, śnieg niż piasek, deszcz niż słońce, mróz niż skwar (itp. itd.). Lubię też solidnie się zmęczyć, zmarznąć, poczuć wysiłek fizyczny, a to daje mi np. bieganie po lesie, szczególnie w śniegu (pamiętacie Rocky’ego w części, gdy trenował na Syberii 🙂 ). Bieganie w zimę jest dobre dla odporności organizmu, o ile się człowiek zbyt ciepło nie ubierze, nie przegrzeję i w efekcie rozchoruję. W ubiegłym roku (lub dwa lata temu – nie pamiętam) biegałem przy temperaturze -18 stopni C w krótkich spodenkach gimnastycznych i  t-shircie (i oczywiście czapce, rękawiczkach) dziś tych wyczynów – na razie, bym raczej nie powtórzył, bo jestem zbyt słabo zahartowany. Od kilku też lat zastanawiam się nad morsowaniem.

Polecam również inne wpisy, o podobnej tematyce:

Po lewo fotka z biegania zrobiona w okolicach Kutna. Bieg 10 km po zasypanych śniegiem mało uczęszczanych wiejskich drogach. Mają to do siebie, że są pokryte ubitym i śliskim śniegiem, nawet wówczas, gdy w Kutnie już dawno jest chlapa. /bs/


Dziś trening z członkiem polskiej kadry narodowej taekwondo

Posted by on sobota, 20 Wrzesień, 2014

Dziś o godzinie 10, a później o 16 odbędzie się trening dla grupy senior AZS WSGK Taekwondo z udziałem członka POLSKIEJ KADRY NARODOWEJ.

Musze przyznać, że nie kopałem przez całe wakacje. Z tego tytułu (i pewnie również innych) przytyłem prawie 10 kg. Od kilku dni obowiązuje mnie moja autorska dieta dzięki której 3 lata temu zrzuciłem prawie 40 kg. No i zaczynam znów kopać. Dziś jest dobry czas, by zacząć, bo ostatnie moje „treningi” taekwondo polegały, owszem, na przychodzeniu na zajęcia i siedzeniu na ławce z objawami „zespołu lenia”.

Bieganie – druga sprawa. 🙂 (bs)