Posts Tagged maraton

Musimy zrobić prawdziwy półmaraton w Kutnie!

Posted by on wtorek, 7 Marzec, 2017

Kutnowski Półmaraton Miasta Róż? Półmaraton Róż? Różany Półmaraton? Czy po prostu Kutnowski Półmaraton? To tylko luźne propozycje swobodnie zaproponowanego projektu. Czy się rozwinie w coś bardziej konkretnego? Nie wiem. Na razie to wyłącznie pomysł, i być może na tym się skończy, ale… No właśnie. Co sądzicie o organizacji w Kutnie prawdziwego PÓŁMARATONU? Pytanie nie tylko do biegaczy, ale do wszystkich mieszkańców Kutna, bo przez ten jeden jedyny dzień w naszym kochanym mieście będzie naprawdę dużo ludzi i z tego tytułu będą naprawdę duże utrudnienia. Przeżyjemy to? (bs)


Pierwszy półmaraton w tym roku. Prawie 22 km

Posted by on niedziela, 5 Marzec, 2017

W tym roku wcześnie zaczynam. Marzec, a zawsze – w pierwszych półmaratonach – startowałem w kwietniu. Jest dobra pogoda i wielkie plany, więc ognia! Przede mną pierwszy półmaraton w tym roku. Forma do… kiepska. Prawie 22 km nie stanowiące żadnej, ale to żadnej przyjemności. Kto kiedykolwiek biegł takie odległości to wie, o czym mówię. W półmaratonach problemem jest 15-18 km, w maratonach 32 km. Taka naturalna zapora umysłowa i fizyczna. Ale po ukończonym biegu… Satysfakcja po ukończonym biegu trudna jest do opisania. I te 2 kg mniej…, które niewątpliwie są wielkim katalizatorem chęci i motywacji. też zachęcają.

W tym roku zamierzam ukończyć pierwszy w swoim życiu maraton, a także „zrobić” Koronę Półmaratonów. O ile z tym drugim myślę, że większego problemu nie będzie (trzeba przebiec z 10 konkretnych – największych półmaratonów w Polsce przynajmniej 5), o tyle przebiegnięcie maratonu to wyzwanie i poważne zagrożenie dla zdrowia o ile nie jesteś do maratonu przygotowany. A ja jeszcze nie jestem. Póki co 1/2 maratonu.

Avanti Serenda ;-).  Forza Serenda. 😉

(bs)


Słuszna decyzja. Bieg Forresta trzeba było odwołać

Posted by on niedziela, 26 Kwiecień, 2015

Z mieszanymi odczuciami podchodziłem do dzisiejszego Biegu z Forrestem. Po prostu czasem ma się taki okres, że człowiek nie ma ochoty na żadne, ale to żadne bieganie. I od kilku (nastu 🙂 ) już dni nie ma takiej siły, żeby mnie wygonić nawet na lekki trucht. Po prostu – jest jak jest…, ale zamiast biegać chwilowo przestawiłem się na większą niż zazwyczaj aktywność rowerową (w tygodniu robię po 150 km). Nawet w sobotę, jeszcze zanim wystartował rajd rowerowy zapytany, czy będę na Biegu, odpowiedziałem – tak jak powyżej, ale… ale coraz bardziej – wraz ze zbliżającym się biegiem – włączałem opcję „może jednak”. Pogoda dnia dzisiejszego jednak dopełniła swego i kiedy tylko spojrzałem za okno wiedziałem, że biegać na pewno nie pójdę: w życiu – nie biegnę! Dlatego też informację, którą przeczytałem rano na KCI (Bieg z Forrest’em przełożony) podsumowałem jednym głośnym: I dobrze! Decyzja MOSIRu o zmianie terminu Biegu była bardzo dobrą decyzją i wydaje mi się, że jednocześnie oczekiwaną informacją przez tych wszystkich, którzy mieli ochotę rekreacyjnie i zupełnie amatorsko pobiegać (ale odstraszyła ich pogoda).

Decyzja o zmianie terminu wywołała jednak niesmak, głównie wśród biegaczy półprofesjonalistów (tych, którzy biorą udział w dużych imprezach biegowych w Polsce). Z kolegami – biegaczami nie mogę się jednak zgodzić. Dlaczego? To oczywiste. Przecież „Bieg z Forrestem” to impreza amatorska, masowa, rodzinna, a nie zawody biegowe, takie jak te, w których bierzemy udział i biegamy po ulicach miast Polski. Tam, podczas biegów na 10 km, półmaratonów, czy maratonów spotykają się ludzie, którzy biegają przez cały rok – bez względu na pogodę: w deszcz, mróz, po śniegu, czy w 30 stopniowym upale. I nie są na pewno amatorami, dla których wyzwaniem jest przebiec dwa, czy trzy kilometry, albo nawet i te „głupie” pięćset metrów (bo takie osoby również, a może – przede wszystkim – biegną w Forreście). Dlatego z myślą o takich osobach, a nie półprofesjonalistach organizator biegu podejmował decyzję przekładając termin. Przecież kutnowskiego Forresta, który jest raczej przebieżką nie możemy porównywać z zawodami na odcinku półmaratońskim, gdzie są mierzone czasy, zaopatrzenie w izotoniki co kilka kilometrów, gdzie startuje czołówka biegowe Polski i na 2 tys uczestników połowa to ludzie, którzy robią czasy dalekie od amatorskich (a druga połowa ma na tyle sił i kondycji, że kończy bieg w wyznaczonym czasie, co też jest sporym wyzwaniem). Nie rozumiem więc oburzenia: nie róbmy z Forresta biegu dla zawodowców, bo takim nigdy nie był (i nie będzie, bo nie o to chodzi organizatorowi), tym bardziej, że takich w Kutnie jak na lekarstwo. To bieg dla wszystkich, a więc dla całych rodzin, które zamiast przed TV zdecydują się pierwszy raz w życiu na bieg rekreacyjny, dla małych dzieci, dla osób starszych, dla panów w średnim wieku z widocznym brzuszkiem, którzy ten jeden, jedyny raz w roku dadzą się namówić na to „szaleństwo”, dla „pań z biura”, które pójdą przebiec się, ale tylko wtedy, gdy pójdą koleżanki z pokoju, a więc dla wszystkich bez podziału na wiek, płeć i inne jeszcze kategorie. Z jednym głównym, jeśli nie jedynym celem: WSPÓLNIE, każdy tak – jak może przebiec krótki dystans i przy okazji wypromować aktywność na świeżym powietrzu – rozumianą w różny sposób. Dla takich osób, głównie dla takich, robiony jest Forrest. I dopuszczenie dziś do biegu sprawiłoby, że ludzie, których w ogóle ciężko wyciągnąć na jakąkolwiek aktywność fizyczną (bieganie, kijki, rower itp.) dziś, podczas takiej pochmurnej pogody na pewno by nie przyszli.

Rozumiem kolegów biegaczy, gdyż Ci, widząc jak wielkie imprezy biegowe robią często mniejsze miasta niż Kutno tego samego oczekują i u siebie. To jest jednak inna para kaloszy i jednego z drugim mieszać nie można. Forrest to Forrest, ze swoją specyfiką i wartościami, swoim celem (o którym powyżej), więc podjęcie decyzji o zmianie terminu uznaję za całkowicie uzasadnione. A swoją drogą półprofesjonalny bieg na odcinku półmaratońskim (i maratońskim) w Kutnie, centralnie położonym miejscu w Polsce, gdzie blisko jest i z Łodzi i z Warszawy i gdzie w ogóle jest niezły dojazd (PKP, autostrada itp.) to chyba dobry pomysł. Warto na rzecz takiego biegu lobbować. Ale to sprawa na zupełnie inny artykuł.

Pozdrawiam – biegacz, który ukończył chyba z 15 półmaratonów w całej Polsce, kilka biegów na 10 km i słynny „Bieg Katorżnika” w Lublińcu i… naprawdę wie, co w tym temacie mówi. (bs)


Dobrze, że mamy Papiewskiego

Posted by on poniedziałek, 30 Wrzesień, 2013

Do Jerzego Papiewskiego mam osobisty żal, za to, co powiedział – ewidentnie do mnie, na jednej z sesji Rady Miasta Kutno. Tym bardziej, że bronił kogoś, kto na polityczne lanie zasłużył sobie własnym działaniem. I zamiast poparcia ze strony Jerzego Papiewskiego…a nieważne…

Nieważne, bo kompletnie mi to nie przeszkadza, by Jurkowi Papiewskiemu pogratulować poprowadzenia niedzielnej imprezy biegowej. I jako jeden z biegaczy chciałbym od razu podziękować, bo jednak i wysiłku, i przygotowania trochę to kosztuje. A Papiewski bardzo profesjonalnie to poprowadził (wiem, co mówię, bo widziałem/brałem udział w niejednej takiej imprezie i mam po prostu dość wiarygodne i rzetelne porównanie).

Sam wpis o biegu tutaj: Organizatorzy spisali się na medal. Pierwszy taki bieg w Kutnie.

W ogóle coś fajnego jest w tym mieście, że „posiada” takie osobistości jak na przykład JP, który jest jednym z nielicznych komentatorów sportowych takiej klasy z takimi uprawnieniami. Wiedzieliście?

Pozdrawiam, Panie Jurku. (be.es)


Organizatorzy spisali się na medal. Pierwszy taki bieg w Kutnie

Posted by on poniedziałek, 30 Wrzesień, 2013

Gratulację dla dyrektora Pawła Ślęzaka, pracowników i współpracowników MOSiR w Kutnie. Jak na pierwszy taki bieg w Kutnie było bardzo dobrze. W przyszłym roku będzie ponad 300 osób jeśli. Trzeba jednak spełnić jeszcze kilka warunków: wspólny bieg kobiet i mężczyzn, drugi dystans dla półmaratonu i kilka innych, o których, jednak osobiście, powiem dyrektorowi Ślęzakowi. Kutno ma potencjał do organizowania takich zawodów. Głównym atutem jest położenie – wszędzie blisko.

Służę skromną pomocą i wsparciem przy organizacji kolejnego biegu. Biegając po Polsce ma się niezłe porównanie, jak to wygląda w różnych miejscach (mam ukończonych kilkanaście półmaratonów i biegów na 10 km). Podobnego zdania są zresztą inni kutnowscy biegacze, którzy także chętnie pomogą. A trochę ich jest, jak widać po niedzielnym biegu.

Raz jeszcze dziękuję. I jako biegacz (za zorganizowanie biegu tu – w Kutnie), i jako radny miejski (za promocję miasta). Pozdrawiam. (be.es)


Po rajdzie starczyło sił na bieg. I ledwo dobiegłem

Posted by on poniedziałek, 30 Wrzesień, 2013

Bieg w Kutnie. Fajna sprawa. Miałem nie startować (choć byłem zapisany), bo szaleństwem byłoby brać udział w biegu na 10 km, po tym jak dzień wcześniej przejechaliśmy 270 km rowerem (zobacz: To było 270 km walki z charakterem. Umysły wygrały, nie mięśnie. Dziękuję za rajd). Byłem ogólnie przemęczony tym rowerem…Ale, że lubię wyzwania, szczególnie te najbardziej szalone – to pobiegłem 😉 Choć trasa, jak dla mnie, zbyt krótka, bo trzeba szybko biec, a więc liczy się nie wytrzymałość, a wydolność i szybkość (inaczej niż na długich maratonach, czy półmaratonach). Nawet obiecałem sobie kiedyś, że w „dziesiątkach” biegał już nie będę. Jednak nie pobiec w kutnowskim biegu ? Gdzie tam!

Organizatorzy spisali się na medal. O czym wkrótce. (be.es)