Posts Tagged przyroda

Ratujmy pszczoły. Możesz zacząć od siebie: nie zabijaj owadów

Posted by on niedziela, 9 Lipiec, 2017

Sami jesteśmy sobie winni. To przez pestycydy. Wybijamy wszystkie pszczoły, osy i szerszenie. Bąków nie widziałem z 15 lat, bo pewnie są to już tylko okazy na wymarciu. Za kolejne 15 lat ludzkość również i z tego tytułu będzie miała poważne problemy środowiskowe. Już teraz coraz częściej mówi się o tym problemie, który rośnie naprawdę w zastraszającym tempie… Ach…

Dlatego trzeba o tym mówić cały czas – owady, pszczoły, osy, szerszenie, czy trzmiele – nie są złe. Nie zabijajmy ich kiedy je widzimy i uświadamiajmy również innych, że to gatunki naprawdę na wymarciu. Jednak to tylko kropla w morzu potrzeb. Najwięcej szkód wyrządza produkcja masowa na wsi: pestycydy. Niestety. (bs)


Jaskółki piszczą nad oknami, chrabąszcze jak pijane latają po głowach… Strzyg niestety jest i więcej

Posted by on środa, 2 Lipiec, 2014

Środa, 2 lipca 2014

Lubię lato, choć wiosna jest znacznie sympatyczniejsza. Choćby dlatego, że wiosną chrabąszczy, czy strzyg grasuje mniej po nocach. Chrabąszcz o tyle jest zwierzem paskudnym, że niczym pijak lata po omacku waląc człowieka swym tułowiem po twarzy. Ale starcie przeżyje… człowiek oczywiście (z chrabąszczem bywa różnie). Starcie ze strzygą również można przeżyć, o ile jest się strzygą (a i słowo „przeżyć” nie jest najlepszym określeniem biorąc pod uwagę witalność strzyg). Ale kiedy nie ma, ani strzyg, ani na człowieka nie napatoczy się jakiś latający mikrohelikopter (patrz wyżej: chrabąszcz) to zawsze człowiecze ucho zajeździ jakaś rodzina jaskółek, która akurat zrobiła sobie wakacje nad człowieka oknem. Że też jaskółki nie robią sobie wakacyjnych wypadów, jak większość Polaków nad morze, czy w góry, tylko do takiego turystycznego kurortu Polski, jak Kutno. Wiadomo, Kutno pięknym miastem jest… No dobra, może nie pięknym, ale naszym… A może jaskółki też myślą, że Kutno to ich miasto. Kto wie, może mają nawet swojego jaskółczego prezydenta, swoją radę i swoje spółki z ich radami nadzorczymi zapchanymi znajomymi znajomych królika (jaskółki). Człowiek jaskółki nie zrozumie,  tym bardziej, że sam jest wilkiem (znaczy on – człowiek drugiemu człowiekowi).

Jaskółkom już odpuszczę, bo się uspokoiły (albo jaskółcza rodzina poszła spać, albo się na siebie „poobrażała”; biorąc pod uwagę, że przed chwilą jeszcze było głośno to najprawdopodobniej to drugie jest bardziej realne). Trudno, tematu  jako abstynent całkowity nie jestem w stanie pojąć (bo na trzeźwo pewnych rzeczy w Polsce się podobnież nie zrozumie). I tak już mi zostanie. Odpuszczam.

Natomiast chrabąszczom odpuścić nie mogę. Te małe paskudy wpadają we włosy (jak nietoperze), w uszy i uderzają człowieka między oczy. Obuchem między oczy. Dosłownie obuchem i dosłownie między oczy. Takie starcie gigantów, bo dla mnie chrabąszcz wpadający na 100 razy większego człowieka to gigant osobowościowy (aleeee urwał!!!). I albo to „Don Kichoty” świata przyrody, albo wracający z urodzin po „jeeeescze jeden i jeeeeszcze raz…” solenizant, lub gość solenizanta. Jedno (Don Kichot) i drugie (te zakrapiane urodziny) bardzo polskie. Polacy, wiadomo, pierwsi do szabli i pierwsi do szklanki… Więc trochę chrabąszcza rozumiem. Ale, żeby tak między oczy, tułowiem i znienacka. Tego zrozumieć nie mogę.

Życie przyrodnicze i geograficzne jest jednak trudne do zrozumienia dla humanisty…

P.S. Taka dykteryjka. Na lekko. Nie trzeba traktować poważnie.

(be.es/bs/bartosz.serenda)