Posts Tagged Rada Miasta

Znalezione w zakamarkach

Posted by on środa, 28 Grudzień, 2016

Długopis kolegi Łukasza Kubiaka ze Zgierza, ówczesnego kandydata do Rady Miasta Zgierz. Pozdrawiam Cię, Łukasz 🙂 (bs)


Sesje w mieście i powiecie

Posted by on piątek, 19 Grudzień, 2014

Jeszcze przed świętami i na koniec starego roku odbędą się sesje: miejska 22 grudnia (budżetowa) i powiatowa 23 grudnia (zwykła). Budżetowa sesja w powiecie odbędzie się pod koniec stycznia. (bs)


Jutro ostatnia sesja w mieście tej kadencji. Taki polityczny Sylwester :-)

Posted by on poniedziałek, 3 Listopad, 2014

Jutro odbędzie się ostatnia sesja Rady Miasta Kutno kadencji 2010-2014. Ostatnia też i moja miejska sesja. Więcej już radnym miejskim nie będę. Wielu z tego powodu otworzy drogiego szampana (ale zmartwię tych od szampana, cygar i eleganckich salonów: zamierzam zostać radnym w powiecie 🙂 ). A skoro jesteśmy przy szampanie to od razu skojarzyło mi się z Sylwestrem, bo jutro dla radnych miejskich to taka ostatnia noc w roku. Jutro na blogu oficjalne podsumowanie tej kadencji – tak, jak ja to widziałem. (bs)


Patrycjat miał wczoraj zdjęcia. Beze mnie. Przeczytaj dlaczego

Posted by on piątek, 3 Październik, 2014

Wczoraj radni miejscy mieli sesje fotograficzną na zakończenie kadencji.

Zdjęcie to będzie później wisieć na sali obrad, a za 100 lat przypomni badaczom wizualny skład RM kadencji 2010-2014. Na zdjęciu tym próżno będzie mnie szukać, dlatego, że zbojkotowałem to wydarzenie i na nie nie przyszedłem (rozważałem udział w tym wydarzeniu ubrany w robotniczą koszulę flanelową, kłując w oczy garniturowców, ale uznałem, że jednak nie chcę być kwiatkiem przy kożuchu). Nie jestem częścią patrycjatu/elity i nie po drodze mi  fotografowanie się z nią. Uważam, i jest to klasyczne ujęcie socjalistyczne, że w polityce nie może być zgody między bogatymi, a biednymi, bo oznaczałoby to ustępstwo jednej klasy wobec drugiej (najczęściej klasy biednej wobec „pańskiej klasy”).

Polityka to ścieranie się i wojna między klasami społecznymi/ekonomicznymi, a efektem tej wojny powinna być pełna władza biednych, którzy stanowią znamienitą większość i powinni rządzić bogatymi.

Zrobienie wspólnej fotki to nic innego, jak spędzenie kilku miłych chwil z patrycjatem, którego… nienawidzę (bo biedy nie zastał i biedy nie rozumie). Wspólna fotka to także potwierdzenie przynależności do patrycjatu, do którego nie należę. W końcu to także swoiste przybicie piątki przez biednego intelektualistę z bogatymi panami. Tej piątki również nie chcę przybić. Wolę być „against”. (bs)


Teraz zabytki, czyli dalej o sesji. Uważam, że pieniądzą WSZYSTKICH nie mogą iść na zabytki NIELICZNYCH

Posted by on czwartek, 2 Październik, 2014

Zabytki są ważnym elementem miejskiej architektury, otaczającej nas przestrzeni i specyficznym spoiwem kulturowo-społecznym. Uważam, podobnie jak chyba większość z nas, że ich obecność wyznacza miejsce danego miasta na wyższym poziomie w stosunku do innych miejscowości; jest wartością dodaną. Dlatego należy je szanować, a przez to: dbać o nie, restaurować, utrzymywać w nich odpowiedni klimat. Zdanie w tej sprawie mam podobne od lat, a nawet powiem więcej: nie przypominam sobie, bym miał je kiedykolwiek inne (proszę pamiętać, że jestem przewodnikiem terenowym po województwie łódzkim). Nie uznaję też coraz częściej spotykanej opinii, że zaniedbane zabytki należy rozbierać, a w ich miejsce stawiać bloki, czy supermarkety.

To tyle w ramach wstępu. I wydaje mi się, że do tego miejsca zgodzimy się wszyscy. Nieprawdaż?

Jednak idąc dalej i zastanawiając się nad tym, kto powinien płacić za remonty zabytków istniejących w miejskiej przestrzeni dochodzimy do rozstaju dróg. Bowiem jedna z tych dróg to finansowanie z publicznych pieniędzy remontu prywatnych nieruchomości, nawet wtedy, gdy prywatni właściciele czerpią później z tego zyski (np. wynajem). Druga ścieżka to zostawienie właścicieli samych sobie i oczekiwanie od nich należytego dbania o zabytkowe mienie, nawet wówczas, gdy jest ono prywatne. Tu oczywiście pozostaje wątpliwość natury zasadniczej: czy własność prywatna może być nadzorowana przez państwo (i wobec tego, czy służby państwowe mogą oczekiwać od właściciela prywatnej posesji takiego, a nie innego z nią postępowania), oraz druga: czy zabytki powinny być prywatne.

Odpowiadając krótko na drugie pytanie mówię: nie. Uważam, że zabytki nie powinny być prywatne (chyba, że przechodzą w formie dziedziczenia i nigdy nie miały innego właściciela), a dostęp do nich powinni mieć na równi wszyscy – bez większych ograniczeń. Jak jest w przypadku prywatnych zabytków doskonale wiemy: mury, bramy i szczekające psy.

Ustosunkowując się natomiast do pierwszego: czyli, że zabytki powinny być nadzorowane przez służby państwowe, ale jednocześnie do ich remontów nie powinni dokładać się wszyscy. Jest to zgodne z zasadą sprawiedliwości społecznej, która polega na tym, że aparat państwa (i redystrybucja dochodu), powinien funkcjonować sprawiedliwe, równo i solidarnie wobec wszystkich. A jaka to sprawiedliwość, równość i solidarność, gdy miasto z pieniędzy wszystkich mieszkańców dokłada (refunduje) remont jednej, prywatnej posesji, z której w żaden sposób nie skorzysta nigdy żaden obywatel – za wyjątkiem właścicieli i rodziny właścicieli. Zastanawiałbym się jeszcze nad tym, czy ewentualną refundację można by przyznać w zależności od uzyskiwanego dochodu (biednym – tak, bogatym – nie).

W zakresie tego, czy państwo może wkroczyć na teren prywatny celem nadzoru konserwatorskiego mam mieszane uczucia. Z jednej strony powinno nadzorować, czy zabytek nie niszczeje i utrzymywany jest w stanie w jakim powinien być utrzymywany, by służyć następnym pokoleniom, ale z drugiej strony wkraczanie na teren prywatny (tym bardziej, że państwo nie dokłada do tego pieniędzy, a zabytek był od zawsze „w rodzinie”) obcych ludzi nie kojarzy mi się najlepiej. Niemniej jednak nadzór w imieniu nas wszystkich powinien być.

W ramach podsumowania uważam, że poruszamy teraz dość trudny i skomplikowany problem, czyli – na przykładzie zabytków – kwestię tego, co jest ważniejsze: wolność i własność, czy może dobro wspólne, ograniczające tę wolność i tę własność. Tego nie rozstrzygniemy. Przynajmniej nie tu i nie teraz.

Przy swoim zdaniu jednak pozostaję: zabytki prywatne remontowane powinny być wyłącznie prywatnymi środkami. Po drugie: zabytki powinny być państwowe. A po trzecie państwo do tych prywatnych zabytków powinno mieć możliwość zajrzenia, jednak wyłącznie w oparciu o cywilizowane zasady.

Wracając natomiast do ostatniej sesji miejskiej: głosowałem przeciw przyjęciu uchwał i refundacji remontu prywatnych własności za publiczne pieniądze. Nawet wówczas, gdy dotyczy to zabytkowa nieruchomości. Jestem takim działaniom przeciwny, bo uważam, że jest to niesprawiedliwe w stosunku do wszystkich pozostałych.  Tym bardziej, że najczęściej właścicielami nieruchomości zabytkowych nie są biedne osoby. (bs)


Zacznijmy od ronda. Niestety raz jeszcze w nieistotnych sprawach

Posted by on czwartek, 2 Październik, 2014

Pierwszy z zaplanowanych wpisów; zgodnie z zapowiedzią: Dziś wieczorem komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść.

W zasadzie dyskusja w sprawie ronda i tak trwa zbyt długo, bo ani dzięki temu nie będzie więcej chleba, ani pracy, ale w związku z tym, że będziemy na ten temat rozmawiać o 5 minut dłużej świat również się nie zawali. To mój trzeci głos w tej sprawie: pierwszy: na blogu Kutnowskie rondo powinno nosić imię Pokrzywnickiego. Tak będę głosował. Przeczytaj tylko, dlaczego; drugi: na sesji; trzeci: właśnie teraz. I chyba ostatni. Tak przynajmniej zakładam.

Na ostatniej sesji przyjmowaliśmy (czy raczej: przyjmowali) nazwę dla nowo powstałego ronda w Kutnie. Można powiedzieć, że w końcu, bo trwało to zbyt długo, jak na tak nieistotną sprawę (chciałoby się rzec: budujmy fabryki, nie ronda 🙂 ).

Pierwsze podejście miało miejsce w wakacje, gdy na sesji nadzwyczajnej był pierwszy wniosek w tej sprawie. Wówczas, i słusznie, temat został przeniesiony na wrzesień, by po pierwsze: porozmawiać na ten temat bez pospiechu i na sesji zwołanej w trybie normalnym; a po drugie: rozważyć inne propozycje. I przyszła w końcu ta sesja. 30 września wyszło tak, jak wyszło, czyli tak, jakby wakacyjnej sesji i wakacyjnych ustaleń zupełnie nie było. Znów przedstawiono wyłącznie jedną propozycję nazwy, a i dyskusja w tej sprawie również była z góry ustalonym wynikiem. Głos zabrał Robert Feliniak, który za tematem (i to trzeba przyznać autorowi słów „przecz z komuną” wypowiedzianych na sesji w moim kierunku) chodził wystarczająco długo, by za samo chodzenia  nagrodzić go jakąś nazwą ulicy. Głos zabrał również Janusz Pawlak, z którego tezami się nie zgadzałem, ale propozycją zamknięcia dyskusji – i owszem. Głos również zabrałem i ja, zgodnie z tym, co zapowiadałem we wcześniejszym wpisie na blogu.

Nie chcę znów przedstawiać argumentów wskazujących na to, by rondo nie nazywało się jednak imieniem rtm. Pileckiego (a tak w ogóle to powinno być pułkownika), ale imieniem prof. płk. Pokrzywnickiego, bo można te argumenty przeczytać we wskazywanym już wcześniej wpisie. Jednak dla przypomnienia wszystkim tym od „yyyy… raz sierpem raz młotem, czerwoną hołotę” raz jeszcze (i ostatni) wyjaśniam: kutnowskie rondo powinno nazywać się imieniem kutnowskiego bohatera i nie ma znaczenia w tej sprawie, czy propozycja „po drugiej” stronie to nazwa imieniem płk. Pileckiego, Henryka Sienkiewicza, gen. Andersa, czy gen. Berlinga. Ale wyszło jak wyszło… Wniosek Roberta Bąka poparty 150 podpisami upadł, argumenty radnych (z różnych stron sceny politycznej, bo i z SLD i PiS) zostały zlekceważone. Maszyna do głosowania przemieliła temat. I tyle: polityczny przemysł, niczym fabryka pierwszych samochodów Forda.

Mamy więc rondo im. rtm. Witolda Pileckiego. Nazwane zresztą niezgodnie z zasadami używania tytułów wojskowych, czyli  najwyższą rangą danej osoby. To też jest kwestia szacunku. Przecież rtm. Witold Pilecki został pośmiertnie awansowany w 2013 roku do stopnia pułkownika Wojska Polskiego i tak powinien być tytułowany (zgodnie ze starszeństwem: rotmistrz to „tylko” odpowiednik kapitana jazdy). Ale co tam argumenty: nazwa była ustalona już wcześniej i nic tego nie mogło już zmienić. Głosowanie radnych to formalność. (bs)

P.S. Chciałbym, żeby temat związany z nadaniem nazw kutnowskich ulic/miejsc/rond itp. kutnowskich bohaterów nie poszła tym samym do lamusa. 


Dziś wieczorem komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść

Posted by on środa, 1 Październik, 2014

Ostatnio mało sypiam i wciąż chodzę przygnieciony obowiązkami, więc jakakolwiek sesja na blogu to dodatkowe obciążenie na które w ostatnim czasie po prostu braku mi siły.

I?

I nic…, bo nie zmienia to mojego podejścia i życiowej filozofii: żyć szybko, żyć niebezpiecznie (to już Nietzsche), spalać się – nie więdnąć (a to Aleksander Wielki). Dlatego łapanie kilku, czy kilkunastu srok za ogon to najnormalniej w świecie życiowy już fakt, nad którym nie pochylam się z ubolewaniem, ale mozolnie realizuję. Dlatego dziś na blogu komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść… (bs)


Wczoraj króka sesja w mieście: rozpatrzenie skargi. Kolejnej w ciągu ostatnich tygodni

Posted by on wtorek, 5 Sierpień, 2014

Wczoraj odbyła się kolejna nadzwyczajna sesja Rady Miasta Kutno: poświęcona skardze. Skardze kolejnej w ciągu ostatnich miesięcy. Podczas wczorajszego głosowania  byliśmy jednomyślni.

Zastanawia (wszystkich już chyba) ilość skarg, jaka pojawiła się w ostatnim czasie. Przez ostatnie 4 lata nie było łącznie tyle skarg co w ciągu ostatnich tygodni/miesięcy.

Czy to przypadek? (be.es/bs/bartosz.serenda)


Dziś o 13 nadzwyczajna sesja w mieście

Posted by on środa, 16 Lipiec, 2014

Dziś o 13 sesja nadzwyczajna w mieście. Najprawdopodobniej będzie krótko i treściwie. (be.es/bs/bartosz.serenda)


Zmiany Regulaminu Organizacyjnego UM Kutno i moje zapytanie o parking

Posted by on wtorek, 24 Czerwiec, 2014

Czwarty wpis z tych, które zapowiadałem w artykule: To była długa sesja.

Pod koniec miejskiej sesji zapytałem o szczegóły jednego z zarządzeń prezydenta w sprawie zmiany Regulaminu Organizacyjnego Urzędu Miasta Kutno. Okazało się, że chodzi o wydłużenie czasu przyjęć interesantów. Dopytałem przy tej okazji o to, którzy pracownicy mogą korzystać z parkingu na dziedzińcu Urzędu Miasta i na czym polega podział na tych, którzy mogą korzystać i na tych, którzy z tego parkingu korzystać nie mogą. Odpowiedź brzmiała, że do korzystania upoważnieni są wyłącznie Ci, którzy mogą rozpisywać delegacje. Czyli wyłącznie naczelnicy wydziałów ? – dopytałem wyraźnie zniesmaczony rysującym się na horyzoncie podziałem. Odpowiedź prezydenta mnie jednak zaskoczyła. Według uzyskanych informacji wynika, że są tacy naczelnicy, którzy nie mają prawa parkować, ale jednocześnie tacy pracownicy urzędu, którzy nie będąc naczelnikami są do parkowania upoważnieni. Wszystko zależy od tego, czy korzystają z samochodu do celów służbowych i rozpisują delegacje, czy nie. Jeśli tak wygląda ten podział to – ok.

Nie mam zastrzeżeń – jest to sprawiedliwe. (be.es/bs/bartosz.serenda)


Plus dla Boczkai, minus dla Wdowiaka

Posted by on środa, 18 Czerwiec, 2014

To drugi wpis z tych, które zapowiadałem w artykule: To była długa sesja.

Trzech prezydentów: Zbigniew Burzyński, Jacek Boczkaja, Zbigniew Wdowiak.
Działania dwóch z nich oceniam dobrze. Działania jednego – źle. Choć źle to nawet mało powiedziane, bo ogólny sposób budowania międzyludzkich relacji oraz, bardziej merytorycznie, pomysły na kulturę/sport/turystykę to Himalaje popełnianych błędów i wytyczania złych kierunków.

Minus dla Zbigniewa Wdowiaka.
Działania Zbigniewa Wdowiaka oceniam wręcz fatalnie. W tym „humanistycznym” pionie ważne są umiejętności słuchania i czerpania pomysłów od innych, a nie tylko sama umiejętność mówienia, czy wręcz natarczywego filozofowania i nieznośnego już pouczania. Gdyby Wdowiak, jako prezydencki zastępca, był bardziej otwarty na to, co inni mówią/lub chcą powiedzieć więcej by zyskał. Ten obszar jest zdecydowanie mniej technokratyczny, niż pion Boczkai, a więc i sposób działania powinien być bardziej nastawiony na wsłuchiwanie się w głos ludzi, którzy może mają lepsze pomysły. Sposób postępowania w stosunku do ludzi i przeświadczenie o własnej nieomylności to pierwszy polityczny sygnał, że komuś stanowisko nie służy. To klasyczny błąd na którym wielu już „pojechało”, w tym Dębski, jako prezydent Kutna. Szkoda tylko, że ten duch filozofii postępowania kładzie cień na cały pion, którego pracownicy wcale na to nie zasługują.

Plus dla Jacka Boczkai
Natomiast działania Jacka Boczkai, również prezydenckiego zastępcy, oceniam bardzo dobrze. Za sprawne zarządzanie podległym pionem i widoczne gołym okiem inwestycje w Kutnie. Tu, w przeciwieństwie do pionu kultury/sportu/turystyki/edukacji ważniejsze są wskaźniki i konkretne dane niż same relacje, bo przecież nikt nie będzie oceniał Boczkai po tym, czy ma dobre relacje z inwestorami, czy nie (a Wdowiaka po tym oceniać się będzie, czy ma dobre relacje z organizacjami pozarządowymi – wszystkimi/większością, czy nie). W tym pionie liczy się ilość miejskich inwestycji, stan dróg, budynków, nowe ulice, chodniki, wyremontowane obiekty, przeprowadzone rewitalizacje itp. I tu, mówiąc ogólnie, jest nieźle, biorąc pod uwagę możliwości. To oczywiście nie tylko zasługa samego JB, ale wszystkich pracowników, których – mam nadzieję – ekipa prezydencka jakoś nagrodziła. Nie tylko słowem „dziękuję” (choć i to jest ważne).

Gdyby porównać działania dwóch zastępców to różnice, moim zdaniem, są widoczne są gołym okiem. Dziwie się Zbigniewowi Burzyńskiemu, że sam tego nie widzi. A jeśli widzi, że nie podejmuje decyzji, które byłyby dobre dla środowiska politycznego, które go otacza. Jestem przekonany, że właściwe decyzje zaowocowałyby także lepszymi relacjami z innymi środowiskami politycznymi. Lepiej przecież otaczać się przyjaciółmi i partnerami… Taka stara prawda życiowa…, ale przecież inni wiedzą lepiej. (be.es/bs/bartosz.serenda)


Wdowiak nie powinien oceniać radnych. Nie po to zastępuje Zbigniewa Burzyńskiego

Posted by on wtorek, 17 Czerwiec, 2014

To pierwszy wpis z tych, które zapowiadałem w tym artykuleTo była długa sesja. Reszta jutro.

Zbigniew Wdowiak występując jako prezydencki zastępca powinien powstrzymać się od własnych ocen wypowiedzi radnych, nawet jeśli bardzo mu one nie pasują. Liczy się tutaj żelazny charakter, chłodna postawa, bezstronność i nie wchodzenie w pozamerytoryczne dyskusje, w które Zbigniew Wdowiak, obok spraw merytorycznych, daje się wciągać. Nie powinien również oceniać tego, czy mam racje, czy racji nie mam, ani tym bardziej tego, czy jestem dobrze, czy może źle wychowany (i tu zapewniam Pana Wdowiaka, że za wyjątkiem „elit” z obrad miasta czy powiatu – szanuję i cenię wszystkich pozostałych, gdyż moja mama – osoba z dużym autorytetem i porządnym życiorysem zawsze uczyła mnie szacunku, szczególnie wobec słabszych).

Przypomnę również to, co już mówiłem Wdowiakowi na Komisji Kultury. To znaczy, że jednym z obowiązków prezydenta i jego zastępcy jest odpowiadanie na pytania radnych, których przywilejem jest możliwość tych pytań – zadawania. Jego praca więc nie polega na ocenianiu ludzi, którzy mają go kontrolować, ale na raportowaniu wykonanej przez siebie pracy swojemu szefowi i… radnym. Miasto nie płaci urzędnikowi (nawet wysoką rangą) za analizy i oceny zachowań radnego, ale za realizację obowiązków urzędnika. Szczególnie wówczas, gdy nie jest to urzędnik z powszechnego wyboru, ale wyłącznie z nominacji (dziś jest, jutro jako wiceprezydent może go na stanowisku nie być: wszystko w rękach Zbigniewa Burzyńskiego i radnych).

Jeśli ktoś tego nie może zaakceptować nie musi być prezydenckim zastępcą. (be.es/bs/bartosz.serenda)