Posts Tagged Serenda blog

Blog powoli wraca do formy

Posted by on niedziela, 30 Lipiec, 2017

Ostatni rok był skromny pod względem ilości materiałów blogowych. Niczym nie przypominał świetlistych lat, gdy w miesiącach było po 40, 50, 60, czy nawet 70 wpisów. Winą tego nie jest jednak lenistwo, a wręcz przeciwnie – zapracowanie i dojazdy do pracy. Niemniej jednak staram się powrócić do połowy – przynajmniej – tej formy jaka była niegdyś i umieszczać na blogu po 20-30 materiałów prasowych miesięcznie.

To jednak nie wszystko.

W międzyczasie pojawiły się również powody, które nie wynikały wcale, a wcale z powyższych przez które blog ostygł. Były rezultatem pewnego rodzaju sukcesu bloga, który stał się marką samą w sobie, i nabrał cech bardzo dobrego produktu a jednocześnie napęczniał wadami samodzielnego produktu. Strona rozrosła się, rozprzestrzeniła, wyszła z ram i zaczęła żyć swoim życiem, ale jednocześnie stała się multidyscyplinarna. Jednym się to spodobało, gdyż dało kolorytu. Innym zaś strasznie namąciło w głowie, bo znalazło się tu i mydło, i powidło, i rower, i turystyka, i polityka, i hobby. Wszystko, co przyszło mi do głowy. Sam należę do tej drugiej grupy osób i dlatego dłuższy już czas zastanawiałem się (i nadal to robię), jak rozwiązać ten problem. Tli mi się w głowie jakieś rozwiązanie, ale na razie o tym sza, bo jest to na etapie dojrzewania i wcale nie wiem, czy dojdzie do skutku (pomysły długo dojrzewają).

Sami „obaczycie” jeśli coś się zmieni 🙂

Tymczasem pozdrawiam – oczywiście blogowo 🙂 (bs)


W sprawie osoby bezdomnej raz jeszcze. Potrzebna pomoc osób z Kutna

Posted by on piątek, 10 Marzec, 2017

Jeszcze potrzebna pomoc (zobacz: Pilne! Potrzebna pomoc dla osoby bezdomnej). Pan ma już od tygodnia zagwarantowany ciepły posiłek (obiad dwudaniowy) do końca miesiąca (stołówka), ale z uwagi na jego wiek (osoba starsza i schorowana, ma problemy z nogą oraz pamięcią) jest problem z regularnym uczęszczaniem i najnormalniej trzeba mu te obiady przynosić. Poszukuję kilku osób, które poświęcą 30 minut jednego dnia w tygodniu na doniesienie posiłku w opakowaniu jednorazowym (potrzeba kilku osób, żeby zrobić grafik). Ja z uwagi na pracę w Łodzi nie jestem w stanie w godzinach pracy stołówki (13-16) tego ogarnąć. Chodzi też o osoby z Kutna, najlepiej pracujące na zmiany, wolniejsze czasowo np. emerytów, studentów, uczniów itp. Pomoc trwa do końca marca, bo po tym czasie Pan ma zagwarantowany całodniowy pobyt z całodniowym wyżywieniem. Za dotychczasową pomoc przy organizacji ciepłego posiłku dziękuję Mariuszowi Kozarskiemu i Marcinowi Ciesielskiemu. (bs)


Pilne! Potrzebna pomoc dla osoby bezdomnej

Posted by on środa, 1 Marzec, 2017

Sprawa, ze względu na specyfikę dotyczy osób z Kutna i okolic. Poszukuję osób, które mogłyby i chciałyby wesprzeć (nawet symbolicznie) pomoc dla osoby bezdomnej z powodów losowych (Pan jest bezdomny od ponad 20 lat, nie pije, nie chce pieniędzy). Potrzebuje naszej pomocy do końca miesiąca (do wiosny) – później ma zagwarantowaną pracę z noclegiem i wyżywieniem. Bardzo proszę o pisanie na maila: radny@serenda.pl. Sprawa PILNA do jutra, ew. piątku najpóźniej. (bs)


Kutno piękne jest w szczegółach

Posted by on poniedziałek, 27 Luty, 2017

Jedno z wielu zdjęć naszego miasta. Zrobione podczas zorganizowanego przeze mnie kilka lat temu (ok. 10) Spaceru fotograficznego. Przedstawia gołębie na dachu jednej z kutnowskich kamienic na Placu Piłsudskiego. Kutno kryje naprawdę wiele tajemnic, zakamarków, ukrytych urokliwych miejsc. (bs)

 


Mój blog ma już 4 lata

Posted by on wtorek, 9 Czerwiec, 2015

Wczoraj, czyli 8 czerwca 2015 roku minęły równe 4 lata od kiedy prowadzę blog.serenda.pl. Zaczęło się tym wpisem: Pierwszy. Od tamtego momentu opublikowałem jeszcze 1446 wpisów, czyli – nie licząc tego, którego czytasz jest ich 1447. Z tym – jeden więcej, czyli 1448. Regularność publikowania uznaję zresztą za element sukcesu tej strony, a o sukcesie – moim zdaniem – można mówić, gdyż wskazuje na to ilość wejść i odwiedzin witryny, jak również jej obecność w tzw. przestrzeni publicznej. To znaczy powoływanie się na wpisy z bloga przez lokalnych polityków i dziennikarzy i wielokrotne cytowania w mediach.

I, o ile pierwsza rocznica wyglądała tak: 1 urodziny: rocznica i tak: Razem od ponad roku. Urodzinowy tydzień blog.serenda.pl to kolejne były już bardziej refleksyjne: Czytelnik to wyczuje. Dziennik (blog) bez pasji spadnie z piedestału, oraz Dzień bez pisania należy uznać za stracony. Blog to dziennik-trzeba prowadzić codziennie. Od roku 2015 blog poszerza formułę (np. CPP, czyli Cotygodniowy Przegląd Prasy), a także szykuje coś nowego. O czym wkrótce.

Za te wspólne 4 lata dziękuję wszystkim Czytelnikom. (bs)


CPP, czyli Cotygodniowy Przegląd Prasy

Posted by on wtorek, 21 Kwiecień, 2015

Blog w rozwoju, czyli nowe funkcje na blogu i tym samym wzbogacona oferta dla Czytelników. Zaczynam od „CPP”, czyli „Cotygodniowego Przeglądu Prasy”. Na CPP będę wybierał artykuły z lokalnej (i nie tylko) prasy przedstawiające najważniejsze i najciekawsze moim zdaniem tematy. To nie jedyna nowość na blogu. Reszta wkrótce. (bs)


1352 wpis na blogu :-)

Posted by on czwartek, 8 Styczeń, 2015

Jest 8 stycznia 2015 r. Blog funkcjonuje od 8 czerwca 2011 roku, a ten artykuł jest 1352 wpisem. /bs/


Mała próbka tego, co może kiedyś będzie książką. Tracić dalej czas? Jak myślicie?

Posted by on niedziela, 23 Listopad, 2014

W wolnych chwilach, których niestety mam jak na lekarstwo, trochę piszę. W zasadzie powinno się siadać do pisania codziennie, niezależnie czy przyszło to coś, co nazywa się weną, czy tego czegoś nie ma: po prostu – codziennie. Różnica między „powinno”, a „jest” to moim zdaniem fragment drogi, której brakuje do sukcesu. No właśnie… 🙂

Poniżej fragment tego, nad czym od czasu do czasu siedzę (i tracę czas):

(Nieczynna kopalnia. 3 minuty po tym, jak padł zardzewiały generator prądu. Została tylko zapalniczka dająca niewielki i chwilowy płomień światła.)

– Nie idź tam! To niebezpieczne! – błagalnie wykrzyczała Jessica
– Pójdę! Ktoś musi przecież sprawdzić czy nie ma tam wyjścia – odpowiedział pewnym głosem Tom
– A jeśli… – nie zdążyła powiedzieć Jessica, gdyż Tom zrobił już decydujący krok. W tej samej chwili usłyszała tylko odgłos staczających się kamieni i głuchy jęk Toma. Zapalniczka zgasła od podmuchu kurzu, który uderzył z miejsca, gdzie przed chwilą stał Tom…

Kiedyś coś jeszcze wrzucę… 🙂 Może nawet całość czegoś 😉 (bs)


Padłem przy blogu zamęczony przez tłumaczenie komitetów

Posted by on czwartek, 30 Październik, 2014

Wczoraj wieczorem w artykule Dziękuję za dzisiejszą debatę nt. kutnowskiego szpitala zapowiedziałem na blogu „Za chwilę szerszy komentarz w sprawie”. I przy pisaniu artykuły, pozostawiając włączony komputer i niemal skończony artykuł na pulpicie postanowiłem na chwilkę odpocząć. Po to, by zresetować się po debacie, w której rządzące komitety prześcigały się w obietnicach, a jeszcze bardziej w zganianiu winy za szpital na pozostałych. Usiadłem więc na fotelu, wypiłem kubek zimnego mleka i… padłem tak jak siedziałem: w krawacie, koszuli, pulowerze i spodniach od garnituru. Obudziłem się dopiero późno w nocy. Wyłączyłem komputer tak, jak nie powinno się go wyłączać (reset) mając kompletnie gdzieś, czy materiał się zapisał, czy nie (tak, zapisał się w kopiach roboczych) i poszedłem spać.

Dlatego obiecany wczoraj wpis publikuję dopiero teraz (za chwilę 🙂 ). (bs)


Fotki na blogu

Posted by on czwartek, 23 Październik, 2014

Już wielokrotnie zwracaliście mi uwagę, że ciekawym urozmaiceniem bloga będzie fotka przy każdym wpisie. Ok, zgadzam się z tym i mam dokładnie takie samo zdanie jak Wy, ale… jest to pewien problem: wydłuża poświęcony czas na napisanie artykułu, wymaga posiadania fotki do każdego wpisu i co najważniejsze bardzo obciąża serwis. A biorąc pod uwagę, że na blogu jest ponad 1200 wpisów, które już w obecnej formie nieźle dają w kość serwerowi, oprócz tego znaczna ilość wejść dziennych, które przekraczają początkowe założenia i wstępne moce przerobowe to kolejne 1200 fotek przy 1200 wpisów sprawiłby, że blog nie wytrzymałby obciążenia.

Wyciągam jednak wnioski z Waszych uwag + wyciągam wnioski z teorii komunikacji (świat obrazkowy) i raz na jakiś czas wrzucam fotkę przy wpisie 🙂 . Pozdrawiam, szczególnie tych, którzy o tych fotkach już od 2 lat mi mówią. (bs)


Czytelnik to wyczuje. Dziennik (blog) bez pasji spadnie z piedestału

Posted by on wtorek, 8 Lipiec, 2014

be.es18Minęły ponad 3 lata… a prowadzenie bloga sprawia mi nadal ogromną satysfakcję 🙂 Taka rozrywka po godzinach, bez krawata…

Kiedy zakładałem dziennik (a było to ponad 3 lata temu) to zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, iż pójdzie to tak daleko. A poszło. Poszło w szerokim zakresie i na tak dużą skalę. Skalę, która z dnia na dzień zwyżkuje. I z prostego bloga pisanego przez prostego chłopaka powstał całkiem poczytny blog… prowadzony nadal przez prostego chłopaka.

Choć trzeba przyznać, że nie zastartowałoby bez pasji. Sumiennej pasji. Bo do tego wszystkiego należy właśnie dodać pasję (podobnie jak sól do smacznej potrawy): pasję pisania, która nadal inspiruje. I to jest chyba recepta tego maleńkiego sukcesu. Za ten sukces również i Wam (siedzącym po drugiej stronie monitora Przyjaciołom i wrogom) dziękuję.

(Jeśli na tę chwilę zainteresował Cię ten wpis to po jego zakończeniu przeczytaj podobne , w których rozklejałem 🙂 się nad swoim blogiem:Dzień bez pisania należy uznać za stracony. Blog to dziennik-trzeba prowadzić codziennie / Blogi jednego wpisu / Czytaj blog codziennie i oceń, jak 3mam się nieopublikowanych założeń z przed ponad 2 lat)

Redagowanie, ale przede wszystkim poszukiwanie i wybór odpowiedniej tematyki jest inspirujące. Wiele uczy. Choć przede wszystkim jest… fajne.  Może dlatego, że jak już wspomniałem prowadzenie bloga traktuję jako przyjemność, a nie pracę. A na pewno nie obowiązek, mimo, że cały czas mam z tyłu głowy i to, że wpisy publikuję nie tylko dla siebie, ale również i dla innych. Dla mnie pozostaje głownie satysfakcja. Z pisania oraz z tego, że inni to co piszę czytają, komentują, tym się inspirują, na to wściekają… Nie ma tu obowiązku, przyzwyczajenia czy przymusu. Jest wyłącznie satysfakcja. Ta satysfakcja pisania przekłada się na satysfakcję czytania. Brak pasji i jednoczesny przymus pisania, by blog nadal trwał Czytelnik wyczuje i szybko odrzuci. Kolejny raz już nie wejdzie. Bo i po co miałby drugi raz odwiedzić moją witrynę ? Skoro autor nie ma przyjemności z pisania to i on (Czytelnik)  przyjemności z czytania miał nie będzie… Życiowa prawda.

Wkrótce z okazji 3-cich urodzin coś dodatkowego i trwałego na blogu. Ale przygotowanie tego wymaga jeszcze pewnego wysiłku. Będzie ciekawiej 😉

Pozdrawiam Bartosz Serenda (be.es/bs/bartosz.serenda)


Jaskółki piszczą nad oknami, chrabąszcze jak pijane latają po głowach… Strzyg niestety jest i więcej

Posted by on środa, 2 Lipiec, 2014

Środa, 2 lipca 2014

Lubię lato, choć wiosna jest znacznie sympatyczniejsza. Choćby dlatego, że wiosną chrabąszczy, czy strzyg grasuje mniej po nocach. Chrabąszcz o tyle jest zwierzem paskudnym, że niczym pijak lata po omacku waląc człowieka swym tułowiem po twarzy. Ale starcie przeżyje… człowiek oczywiście (z chrabąszczem bywa różnie). Starcie ze strzygą również można przeżyć, o ile jest się strzygą (a i słowo „przeżyć” nie jest najlepszym określeniem biorąc pod uwagę witalność strzyg). Ale kiedy nie ma, ani strzyg, ani na człowieka nie napatoczy się jakiś latający mikrohelikopter (patrz wyżej: chrabąszcz) to zawsze człowiecze ucho zajeździ jakaś rodzina jaskółek, która akurat zrobiła sobie wakacje nad człowieka oknem. Że też jaskółki nie robią sobie wakacyjnych wypadów, jak większość Polaków nad morze, czy w góry, tylko do takiego turystycznego kurortu Polski, jak Kutno. Wiadomo, Kutno pięknym miastem jest… No dobra, może nie pięknym, ale naszym… A może jaskółki też myślą, że Kutno to ich miasto. Kto wie, może mają nawet swojego jaskółczego prezydenta, swoją radę i swoje spółki z ich radami nadzorczymi zapchanymi znajomymi znajomych królika (jaskółki). Człowiek jaskółki nie zrozumie,  tym bardziej, że sam jest wilkiem (znaczy on – człowiek drugiemu człowiekowi).

Jaskółkom już odpuszczę, bo się uspokoiły (albo jaskółcza rodzina poszła spać, albo się na siebie „poobrażała”; biorąc pod uwagę, że przed chwilą jeszcze było głośno to najprawdopodobniej to drugie jest bardziej realne). Trudno, tematu  jako abstynent całkowity nie jestem w stanie pojąć (bo na trzeźwo pewnych rzeczy w Polsce się podobnież nie zrozumie). I tak już mi zostanie. Odpuszczam.

Natomiast chrabąszczom odpuścić nie mogę. Te małe paskudy wpadają we włosy (jak nietoperze), w uszy i uderzają człowieka między oczy. Obuchem między oczy. Dosłownie obuchem i dosłownie między oczy. Takie starcie gigantów, bo dla mnie chrabąszcz wpadający na 100 razy większego człowieka to gigant osobowościowy (aleeee urwał!!!). I albo to „Don Kichoty” świata przyrody, albo wracający z urodzin po „jeeeescze jeden i jeeeeszcze raz…” solenizant, lub gość solenizanta. Jedno (Don Kichot) i drugie (te zakrapiane urodziny) bardzo polskie. Polacy, wiadomo, pierwsi do szabli i pierwsi do szklanki… Więc trochę chrabąszcza rozumiem. Ale, żeby tak między oczy, tułowiem i znienacka. Tego zrozumieć nie mogę.

Życie przyrodnicze i geograficzne jest jednak trudne do zrozumienia dla humanisty…

P.S. Taka dykteryjka. Na lekko. Nie trzeba traktować poważnie.

(be.es/bs/bartosz.serenda)