Posts Tagged sesja

Najlepszym odprężeniem po całodniowej sesji w powiecie jest bieganie

Posted by on czwartek, 29 Styczeń, 2015

Sesja Rady Powiatu za nami. Wczoraj zastanawiałem się (zobacz: Jutro sesja budżetowa w powiecie. Niektórzy pewnie mają zakontraktowane występy do 22:00) do której potrwają dzisiejsze obrady. I już wiadomo. Obrady zakończyły się po godzinie 18:00. Po tej długiej, ośmiogodzinnej sesji, należało się zatem porządne wybieganie: 10 km za mną, choć chłodna, wieczorna aura nie ułatwiała sprawy (jak mi się dziś nie chciało biegać 🙂 ). Najgorzej jest zawsze wyjść na dwór, bo później już się biegnie i biegnie. /bs/


Sesja skończyła się po zmroku, ale o ludzkiej porze

Posted by on wtorek, 23 Grudzień, 2014

Dziś około godziny 17:00 zakończyła się sesja Rady Powiatu w Kutnie (Sesje w mieście i powiecie). Jesteśmy więc po kolejnej i ostatniej sesji w tym roku. We wczorajszym artykule pt.  Jutro świąteczna sesja w powiecie. Skończy się o zmroku przewidywałem, że „…sesja […] zapewne skończy się, gdy będzie już ciemno. Pytanie tylko, czy skończy się po 16, czy po 21.”. I nie pomyliłem się, gdyż to co w mieście zajęłoby 3-4 godziny w powiecie trwało prawie 7.

Zastanawiam się już teraz ile potrwa sesja budżetowa, która odbędzie się pod koniec stycznia nowego roku. Słyszałem legendy o tym, że były i takie które trwały do późnej nocy (sam kiedyś gościłem na powiatowej sesji do 22:00), więc jest duża szansa, że legenda stanie się faktem. Wszystko w rękach radnego Konrada Kłopotowskiego, który w punkcie, w którym nie może być zakończona dyskusja wnioskiem formalnym, a więc w „Sprawach różnych”, jedzie z każdym tematem „od deski do deski”, tak, jakby tematyka tej sprawy była wpisana jako punkt na sesji i poprzedzona stosownymi dokumentami pod dyskusję. Tego nie ma, a dyskusje przypominają bardziej koncert życzeń z cyklu „wydaje mi się” lub „chciałbym” i oczywiście niczym konkretnym się nie kończą. Gdyby takie dyskusje odbywały się w innym punkcie to poprzez „wniosek formalny” można byłoby je uciąć, gdyż nic lub niewiele wnoszą do rzeczywistości. W punkcie „Sprawy różne” ta opcja nie ma zastosowania. (bs)


Jutro świąteczna sesja w powiecie. Skończy się o zmroku

Posted by on poniedziałek, 22 Grudzień, 2014

Jutrzejsza, świąteczna sesja w powiecie (Sesje w mieście i powiecie), zapewne skończy się, gdy będzie już ciemno. Pytanie tylko, czy skończy się po 16, czy po 21. Z przyjemnością będę pracował nawet do 2 w nocy, bo polityk to „zawód” 24-godzinny (Nawet jest takie powiedzenie, że telefon liczącego się polityka dzwoni non-stop, a gdy przestaje dzwonić oznacza to, że polityk nic już nie może). Muszę powiedzieć, że mnie akurat „przedłużania” sesji nie ruszają, gdyż po 4 latach w opozycji czuję niedosyt dyskusji i prędzej wysiądzie Konrad Kłopotowski i jego świta – niż ja. Zresztą, ów lider wygranej-przegranej partii najwyraźniej mylnie zakłada, że dużo znaczy skutecznie (w sztukach walki jest taka zasada: uderz raz, a w newralgiczne miejsce, zamiast 10 razy po plecach) i dlatego będzie męczył materiał, nie jakością, a ilością. Z przyjemnością pójdę i na ilość. Do jutrzejszego dnia nastawiony jestem pozytywnie. Karimaty i żelaznej porcji nie biorę. Damy radę. (bs)


Traktowali mnie jak gówniarza, bo miałem 30 lat i mówiłem im: no pasaran

Posted by on środa, 5 Listopad, 2014

Trudno jest być najmłodszym radnym. Dlatego, że przez lepszych, mądrzejszych, bardziej doświadczonych i w ogóle cudownych „och i ach radnych” (radni, radne ? mniejsza o płeć) było się traktowanym jak gówniarz.

Coś na zasadzie: został wybrany, więc niech już będzie, ale nic poza tym. A nie mogąc mnie zlekceważyć (bo formalnie miałem taki sam status jaki oni) traktowali mnie jak gówniarza: wiecznie pouczali (informuję, że z przyjemnością przyjmuje nauki), przerywali, nie dopuszczali do głosu, a kiedy już głos zabierałem, to szybko chcieli dyskusje kończyć. Coś, co w stosunku do innych radnych w Radzie Miasta w ogóle było nie do pomyślenia, w moim przypadku należało do standardowego zachowania. Łatwiej było traktować mnie jak gówniarza i z dystansem podchodzić do moich argumentów, niż zrobić wiarygodny rachunek sumienia i w jego wyniku zrewidować swoją obecność w polityce, a nawet i swoją wiedzę. Deprecjonowanie to skuteczna technika negocjacji i sposób walki z przeciwnikiem.

Pozdrawiam zatem niektóre Panie i niektórych Panów radnych Rady Miasta Kutno obecnej kadencji.

Wykształcony Gówniarz (bs)


Teraz zabytki, czyli dalej o sesji. Uważam, że pieniądzą WSZYSTKICH nie mogą iść na zabytki NIELICZNYCH

Posted by on czwartek, 2 Październik, 2014

Zabytki są ważnym elementem miejskiej architektury, otaczającej nas przestrzeni i specyficznym spoiwem kulturowo-społecznym. Uważam, podobnie jak chyba większość z nas, że ich obecność wyznacza miejsce danego miasta na wyższym poziomie w stosunku do innych miejscowości; jest wartością dodaną. Dlatego należy je szanować, a przez to: dbać o nie, restaurować, utrzymywać w nich odpowiedni klimat. Zdanie w tej sprawie mam podobne od lat, a nawet powiem więcej: nie przypominam sobie, bym miał je kiedykolwiek inne (proszę pamiętać, że jestem przewodnikiem terenowym po województwie łódzkim). Nie uznaję też coraz częściej spotykanej opinii, że zaniedbane zabytki należy rozbierać, a w ich miejsce stawiać bloki, czy supermarkety.

To tyle w ramach wstępu. I wydaje mi się, że do tego miejsca zgodzimy się wszyscy. Nieprawdaż?

Jednak idąc dalej i zastanawiając się nad tym, kto powinien płacić za remonty zabytków istniejących w miejskiej przestrzeni dochodzimy do rozstaju dróg. Bowiem jedna z tych dróg to finansowanie z publicznych pieniędzy remontu prywatnych nieruchomości, nawet wtedy, gdy prywatni właściciele czerpią później z tego zyski (np. wynajem). Druga ścieżka to zostawienie właścicieli samych sobie i oczekiwanie od nich należytego dbania o zabytkowe mienie, nawet wówczas, gdy jest ono prywatne. Tu oczywiście pozostaje wątpliwość natury zasadniczej: czy własność prywatna może być nadzorowana przez państwo (i wobec tego, czy służby państwowe mogą oczekiwać od właściciela prywatnej posesji takiego, a nie innego z nią postępowania), oraz druga: czy zabytki powinny być prywatne.

Odpowiadając krótko na drugie pytanie mówię: nie. Uważam, że zabytki nie powinny być prywatne (chyba, że przechodzą w formie dziedziczenia i nigdy nie miały innego właściciela), a dostęp do nich powinni mieć na równi wszyscy – bez większych ograniczeń. Jak jest w przypadku prywatnych zabytków doskonale wiemy: mury, bramy i szczekające psy.

Ustosunkowując się natomiast do pierwszego: czyli, że zabytki powinny być nadzorowane przez służby państwowe, ale jednocześnie do ich remontów nie powinni dokładać się wszyscy. Jest to zgodne z zasadą sprawiedliwości społecznej, która polega na tym, że aparat państwa (i redystrybucja dochodu), powinien funkcjonować sprawiedliwe, równo i solidarnie wobec wszystkich. A jaka to sprawiedliwość, równość i solidarność, gdy miasto z pieniędzy wszystkich mieszkańców dokłada (refunduje) remont jednej, prywatnej posesji, z której w żaden sposób nie skorzysta nigdy żaden obywatel – za wyjątkiem właścicieli i rodziny właścicieli. Zastanawiałbym się jeszcze nad tym, czy ewentualną refundację można by przyznać w zależności od uzyskiwanego dochodu (biednym – tak, bogatym – nie).

W zakresie tego, czy państwo może wkroczyć na teren prywatny celem nadzoru konserwatorskiego mam mieszane uczucia. Z jednej strony powinno nadzorować, czy zabytek nie niszczeje i utrzymywany jest w stanie w jakim powinien być utrzymywany, by służyć następnym pokoleniom, ale z drugiej strony wkraczanie na teren prywatny (tym bardziej, że państwo nie dokłada do tego pieniędzy, a zabytek był od zawsze „w rodzinie”) obcych ludzi nie kojarzy mi się najlepiej. Niemniej jednak nadzór w imieniu nas wszystkich powinien być.

W ramach podsumowania uważam, że poruszamy teraz dość trudny i skomplikowany problem, czyli – na przykładzie zabytków – kwestię tego, co jest ważniejsze: wolność i własność, czy może dobro wspólne, ograniczające tę wolność i tę własność. Tego nie rozstrzygniemy. Przynajmniej nie tu i nie teraz.

Przy swoim zdaniu jednak pozostaję: zabytki prywatne remontowane powinny być wyłącznie prywatnymi środkami. Po drugie: zabytki powinny być państwowe. A po trzecie państwo do tych prywatnych zabytków powinno mieć możliwość zajrzenia, jednak wyłącznie w oparciu o cywilizowane zasady.

Wracając natomiast do ostatniej sesji miejskiej: głosowałem przeciw przyjęciu uchwał i refundacji remontu prywatnych własności za publiczne pieniądze. Nawet wówczas, gdy dotyczy to zabytkowa nieruchomości. Jestem takim działaniom przeciwny, bo uważam, że jest to niesprawiedliwe w stosunku do wszystkich pozostałych.  Tym bardziej, że najczęściej właścicielami nieruchomości zabytkowych nie są biedne osoby. (bs)


Zacznijmy od ronda. Niestety raz jeszcze w nieistotnych sprawach

Posted by on czwartek, 2 Październik, 2014

Pierwszy z zaplanowanych wpisów; zgodnie z zapowiedzią: Dziś wieczorem komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść.

W zasadzie dyskusja w sprawie ronda i tak trwa zbyt długo, bo ani dzięki temu nie będzie więcej chleba, ani pracy, ale w związku z tym, że będziemy na ten temat rozmawiać o 5 minut dłużej świat również się nie zawali. To mój trzeci głos w tej sprawie: pierwszy: na blogu Kutnowskie rondo powinno nosić imię Pokrzywnickiego. Tak będę głosował. Przeczytaj tylko, dlaczego; drugi: na sesji; trzeci: właśnie teraz. I chyba ostatni. Tak przynajmniej zakładam.

Na ostatniej sesji przyjmowaliśmy (czy raczej: przyjmowali) nazwę dla nowo powstałego ronda w Kutnie. Można powiedzieć, że w końcu, bo trwało to zbyt długo, jak na tak nieistotną sprawę (chciałoby się rzec: budujmy fabryki, nie ronda 🙂 ).

Pierwsze podejście miało miejsce w wakacje, gdy na sesji nadzwyczajnej był pierwszy wniosek w tej sprawie. Wówczas, i słusznie, temat został przeniesiony na wrzesień, by po pierwsze: porozmawiać na ten temat bez pospiechu i na sesji zwołanej w trybie normalnym; a po drugie: rozważyć inne propozycje. I przyszła w końcu ta sesja. 30 września wyszło tak, jak wyszło, czyli tak, jakby wakacyjnej sesji i wakacyjnych ustaleń zupełnie nie było. Znów przedstawiono wyłącznie jedną propozycję nazwy, a i dyskusja w tej sprawie również była z góry ustalonym wynikiem. Głos zabrał Robert Feliniak, który za tematem (i to trzeba przyznać autorowi słów „przecz z komuną” wypowiedzianych na sesji w moim kierunku) chodził wystarczająco długo, by za samo chodzenia  nagrodzić go jakąś nazwą ulicy. Głos zabrał również Janusz Pawlak, z którego tezami się nie zgadzałem, ale propozycją zamknięcia dyskusji – i owszem. Głos również zabrałem i ja, zgodnie z tym, co zapowiadałem we wcześniejszym wpisie na blogu.

Nie chcę znów przedstawiać argumentów wskazujących na to, by rondo nie nazywało się jednak imieniem rtm. Pileckiego (a tak w ogóle to powinno być pułkownika), ale imieniem prof. płk. Pokrzywnickiego, bo można te argumenty przeczytać we wskazywanym już wcześniej wpisie. Jednak dla przypomnienia wszystkim tym od „yyyy… raz sierpem raz młotem, czerwoną hołotę” raz jeszcze (i ostatni) wyjaśniam: kutnowskie rondo powinno nazywać się imieniem kutnowskiego bohatera i nie ma znaczenia w tej sprawie, czy propozycja „po drugiej” stronie to nazwa imieniem płk. Pileckiego, Henryka Sienkiewicza, gen. Andersa, czy gen. Berlinga. Ale wyszło jak wyszło… Wniosek Roberta Bąka poparty 150 podpisami upadł, argumenty radnych (z różnych stron sceny politycznej, bo i z SLD i PiS) zostały zlekceważone. Maszyna do głosowania przemieliła temat. I tyle: polityczny przemysł, niczym fabryka pierwszych samochodów Forda.

Mamy więc rondo im. rtm. Witolda Pileckiego. Nazwane zresztą niezgodnie z zasadami używania tytułów wojskowych, czyli  najwyższą rangą danej osoby. To też jest kwestia szacunku. Przecież rtm. Witold Pilecki został pośmiertnie awansowany w 2013 roku do stopnia pułkownika Wojska Polskiego i tak powinien być tytułowany (zgodnie ze starszeństwem: rotmistrz to „tylko” odpowiednik kapitana jazdy). Ale co tam argumenty: nazwa była ustalona już wcześniej i nic tego nie mogło już zmienić. Głosowanie radnych to formalność. (bs)

P.S. Chciałbym, żeby temat związany z nadaniem nazw kutnowskich ulic/miejsc/rond itp. kutnowskich bohaterów nie poszła tym samym do lamusa. 


Dziś wieczorem komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść

Posted by on środa, 1 Październik, 2014

Ostatnio mało sypiam i wciąż chodzę przygnieciony obowiązkami, więc jakakolwiek sesja na blogu to dodatkowe obciążenie na które w ostatnim czasie po prostu braku mi siły.

I?

I nic…, bo nie zmienia to mojego podejścia i życiowej filozofii: żyć szybko, żyć niebezpiecznie (to już Nietzsche), spalać się – nie więdnąć (a to Aleksander Wielki). Dlatego łapanie kilku, czy kilkunastu srok za ogon to najnormalniej w świecie życiowy już fakt, nad którym nie pochylam się z ubolewaniem, ale mozolnie realizuję. Dlatego dziś na blogu komentarze do wczorajszej sesji. Trzeba się odnieść… (bs)


Odpowiadacie za to jak rządzicie. Wy, a nie radni!

Posted by on środa, 13 Sierpień, 2014

Osoby kierujące szpitalem niech nie szukają rozwiązań poza-szpitalnych (decyzja radnych i emisja obligacji), ale niech rządzą się tym, co mają. Przecież przed decyzją o podjęciu się zadania kierowania szpitalem musieli zapoznać się z jego stanem finansowym (bo chyba w ciemno „w to nie weszli”? ja przynajmniej, jako były bankowiec, przed decyzją o podjęciu się kierowania czymkolwiek zapoznałbym się ze stanem posiadania przed, a nie po). Wobec tego dziś niech nie czekają na decyzje na które nie mają większego wpływu (decyzja radnych), ale niech tak rządzą tym, co mają, by spółka się bilansowała. Albo niech rezygnują, jeśli inaczej nie potrafią.

Straszenie, że w przypadku braku zgody na emisje dłużnych instrumentów finansowych możliwe są różne, negatywne, scenariusze to wystawienie sobie, a nie radnym, świadectwa za rządzenie. Przecież to dyrekcja, a nie radni rządzą szpitalem. I to dyrekcja, a nie radni za efekty rządzenia odpowiadają. Nawet jeśli stan taki zastali, gdyż dzień objęcia funkcji równa się z dniem wzięcia odpowiedzialności za to, co jest i co w efekcie tego, co jest – będzie.

na podstawie KCI kutno.net.pl art. z dnia 13.08.2014 Szpital czeka na decyzję radnych. Czy sprawdzi się czarny scenariusz?  red. bn


Konferencja prasowa pod starostwem w Kutnie. Chodzi o szpital

Posted by on wtorek, 12 Sierpień, 2014

Prawie godzinę czasu trwała dzisiejsza konferencja prasowa poświęcona nadchodzącej powiatowej sesji 18 sierpnia i w konsekwencji sprawom szpitala. Wydaje mi się, że były wszystkie kutnowskie media – dziękuję bardzo za udział. Taka bardzo odpowiedzialna postawa kutnowskich dziennikarzy świadczy o tym, że żyjemy w społeczeństwie obywatelskim – świadomym, zaangażowanym, kontrolującym. Tego niestety nie można powiedzieć o politykach, bo Ci z powiatu są zaprzeczeniem społeczeństwa obywatelskiego. No chyba, że na nadchodzącej sesji coś się zmieni…  😆 (bs/be.es/bartosz.serenda)


Wczoraj króka sesja w mieście: rozpatrzenie skargi. Kolejnej w ciągu ostatnich tygodni

Posted by on wtorek, 5 Sierpień, 2014

Wczoraj odbyła się kolejna nadzwyczajna sesja Rady Miasta Kutno: poświęcona skardze. Skardze kolejnej w ciągu ostatnich miesięcy. Podczas wczorajszego głosowania  byliśmy jednomyślni.

Zastanawia (wszystkich już chyba) ilość skarg, jaka pojawiła się w ostatnim czasie. Przez ostatnie 4 lata nie było łącznie tyle skarg co w ciągu ostatnich tygodni/miesięcy.

Czy to przypadek? (be.es/bs/bartosz.serenda)


Dziś o 13 nadzwyczajna sesja w mieście

Posted by on środa, 16 Lipiec, 2014

Dziś o 13 sesja nadzwyczajna w mieście. Najprawdopodobniej będzie krótko i treściwie. (be.es/bs/bartosz.serenda)


Zmiany Regulaminu Organizacyjnego UM Kutno i moje zapytanie o parking

Posted by on wtorek, 24 Czerwiec, 2014

Czwarty wpis z tych, które zapowiadałem w artykule: To była długa sesja.

Pod koniec miejskiej sesji zapytałem o szczegóły jednego z zarządzeń prezydenta w sprawie zmiany Regulaminu Organizacyjnego Urzędu Miasta Kutno. Okazało się, że chodzi o wydłużenie czasu przyjęć interesantów. Dopytałem przy tej okazji o to, którzy pracownicy mogą korzystać z parkingu na dziedzińcu Urzędu Miasta i na czym polega podział na tych, którzy mogą korzystać i na tych, którzy z tego parkingu korzystać nie mogą. Odpowiedź brzmiała, że do korzystania upoważnieni są wyłącznie Ci, którzy mogą rozpisywać delegacje. Czyli wyłącznie naczelnicy wydziałów ? – dopytałem wyraźnie zniesmaczony rysującym się na horyzoncie podziałem. Odpowiedź prezydenta mnie jednak zaskoczyła. Według uzyskanych informacji wynika, że są tacy naczelnicy, którzy nie mają prawa parkować, ale jednocześnie tacy pracownicy urzędu, którzy nie będąc naczelnikami są do parkowania upoważnieni. Wszystko zależy od tego, czy korzystają z samochodu do celów służbowych i rozpisują delegacje, czy nie. Jeśli tak wygląda ten podział to – ok.

Nie mam zastrzeżeń – jest to sprawiedliwe. (be.es/bs/bartosz.serenda)