Posts Tagged wigilia

Owszem, pomyliłem Święta :-) , ale mogliście przynajmniej do mnie nie strzelać. Bardzo zły Mikołaj :-)

Posted by on poniedziałek, 1 Styczeń, 2018

OK, pomyliłem Święta – moja wina 🙂

I zamiast w Wigilię przyjechałem do niektórych z Was w Sylwestra… kurcze, ale to nie powód, żeby do mnie po nocach strzelać z rac.

Renifery mi uciekły, o mało nie urwało mi głowy – straciłem za to czapkę, sanie mają oderwane płozy, a elfik Kicek opalony jak Clark Griswold przy grillu…

Bardzo zły Mikołaj 🙂 (bs)

 


Prawdziwy Mikołaj jest CZERWONY :-)

Posted by on czwartek, 7 Grudzień, 2017

Kochani, nie wierzcie w żadne podróbki, żadne udawanki, żadne kompromiski, żadne pójścia na skróty i żadne „jakieś”. Prawdziwy Mikołaj jest CZERWONY 🙂 Rozpoczynamy przedświąteczne odliczanie. Hura! (bs)


I po świętach…

Posted by on sobota, 27 Grudzień, 2014

Właśnie minęła godzina zerowa (00:01) i formalnie jest już po świętach. Niestety to kolejne święta bez śniegu i bez atmosfery zimowej. Za to z deszczem, wiatrem i listopadową aurą. Przeanalizowałem wpisy z ubiegłych lat i pogoda była podobna w roku 2011, 2012, 2013, a to znaczy, że staje się to czymś naturalnym i powinniśmy coraz rzadziej spodziewać się prawdziwej zimy w okresie świątecznym. Zresztą, w wolnej chwili, sam oceń:


Uważaj, co robisz w wigilię, bo będziesz to robił cały rok

Posted by on środa, 24 Grudzień, 2014

Jest taki przesąd, dziś powtarzany bardziej jako rytualny obowiązek, czyli taka świecka tradycja, że to co robi się w wigilię to będzie się robiło cały rok. Dlatego zgodnie z tym przesądem należy wystrzegać się tego, co nas osłabia i co chcemy zwalczać, a potęgować w ten dzień dobre przyzwyczajenia i pozytywne inwencje. Dziś jeszcze trochę w to wierzę (naprawdę 🙂 ), ale wówczas, gdy byłem dzieckiem podchodziłem do tego jak najbardziej poważnie. Pamiętam, że od samego rana do wieczora starałem się być świętym dzieckiem, tak, by mama nie miała do mojego zachowania żadnych zastrzeżeń. I byłem strasznie zły na siebie, gdy mi nie wychodziło (a, że był to czas szykowania wieczerzy, czyli ogólnie dzień obowiązków „i nie kręcenia się pod nogami” to łatwo było wówczas podpaść). Z czasem dorastania traktowałem ten dzień, jako „DZIEŃ 0”, czyli dobry czas na rozpoczęcie wszelkich pozytywnych zmian i spraw, do których przez cały rok podchodziłem z postawą: „od jutra zaczynam”. Faktycznie (na serio 🙂 ) wydawało mi się, że jeśli tego dnia zacznę robić coś, co wymaga codziennej wytrwałości, systematyczności i konsekwencji to będzie tak się działo przez cały rok. Wówczas więc rozpoczynałem wielkie rzeczy, które miałem kontynuować cały rok: codziennie bieganie, pisanie pamiętnika, czytanie książek. I sami się domyślacie zapewne, jak się to kończyło. Dziś ten przesąd nadal we mnie tkwi, ale raczej jest on stymulantem, niż autorytarnym bodźcem zmian. Tego dnia staram się podjąć jedną rzecz (ważną, lub całkiem błahą), którą będę się starał, przynajmniej przez 15 minut, ale codziennie kontynuować (w zakresie tzw. planowana codziennych zajęć polecam wpis 50 tysięcy minut tracimy na głupoty. To jest cały miesiąc w ciągu roku wpis 5:42: kubek gorącej herbaty i ćwierkanie ptaków). Dziś też mam jedno postanowienie… (bs)